Cieplice Śląskie-Zdrój to uzdrowisko z własną historią, własnym charakterem i własnymi dochodami. Przyjeżdżający tu kuracjusze i turyści płacą opłatę uzdrowiskową. Miasto otrzymuje z tego tytułu również subwencję uzdrowiskową. To pieniądze, które powstają dzięki Cieplicom.
Problem w tym, że Rada Dzielnicy Uzdrowiskowej Cieplice Śląskie-Zdrój nie ma nad nimi żadnej realnej kontroli. Formalnie istnieje. W praktyce przez lata była organem bez narzędzi: mogła opiniować, ale nie mogła decydować.
Co zrobiłem
Zainicjowałem komitet społeczny, który przygotował projekt nowego statutu Rady Dzielnicy Uzdrowiskowej Cieplice Śląskie-Zdrój. Nie petycję z postulatami, tylko gotowy projekt uchwały — do przyjęcia przez Radę Miejską.
Sprawa toczyła się dwutorowo.
Miasto ogłosiło konsultacje społeczne projektu statutu, prowadzone od 15 stycznia do 16 lutego 2026 roku. Zbieraliśmy pod nimi podpisy mieszkańców.
Równolegle skorzystaliśmy z obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej — mechanizmu z ustawy o samorządzie gminnym, który pozwala mieszkańcom wnieść własny projekt uchwały bezpośrednio pod obrady rady. To ważna różnica: taki projekt rada ma obowiązek rozpatrzyć na najbliższej sesji, najpóźniej w ciągu trzech miesięcy od złożenia. Nie może go po prostu zignorować.
W gminie powyżej 20 tysięcy mieszkańców inicjatywa wymaga poparcia co najmniej 300 osób. Pod naszym projektem podpisało się około 500 — znacznie powyżej progu.
W obu akcjach razem zebraliśmy blisko 1200 podpisów.
O co konkretnie chodzi
Postulat jest prosty i da się go przeliczyć: Rada Dzielnicy powinna dysponować budżetem na poziomie co najmniej tego, co Cieplice same wypracowują.
Chcemy mieć wpływ na pieniądze, które bezsprzecznie przynależą Cieplicom, czyli opłata uzdrowiskowa i subwencja. W tym roku prognozowane jest chyba 4 miliony zł + około 2,5 miliona subwencji.
Do tego — realne kompetencje, a nie sama możliwość wydawania opinii, które nikogo nie wiążą.
Co to zmieni w praktyce
Silna Rada Dzielnicy to nie jest kwestia teorii ustrojowej, tylko odpowiedź na pytanie, kto decyduje o remoncie chodnika, o utrzymaniu parku i o tym, czy w uzdrowisku powstanie coś, czego mieszkańcy naprawdę potrzebują.
Dziś takie decyzje zapadają bez wiążącego udziału ludzi, którzy tu mieszkają i pracują. Nowy statut ma to odwrócić: dać Radzie własny budżet i kompetencje, a mieszkańcom — realny wpływ na to, co dzieje się w ich dzielnicy. Wewnątrz Jeleniej Góry, jako jej mocna, podmiotowa część.
To ma być wzór dla całego miasta
Nie chodzi o przywilej dla jednej dzielnicy. Uważam, że Jelenia Góra powinna być podzielona na dzielnice z własnymi radami, kompetencjami i budżetami — a Cieplice są najlepszym miejscem, żeby ten mechanizm sprawdzić, bo tu argument jest najtrudniejszy do podważenia: dzielnica sama wypracowuje konkretne pieniądze.
Statut Cieplic traktuję jako projekt pilotażowy. Dokument i praktykę, które po sprawdzeniu da się przenieść na Zabobrze, Śródmieście i pozostałe części miasta. Jeśli zadziała tutaj, nie ma powodu, żeby nie zadziałał gdzie indziej.
Na jakim etapie jest sprawa
Projekt jest złożony i — dzięki trybowi inicjatywy uchwałodawczej — musi trafić pod obrady Rady Miejskiej Jeleniej Góry. To radni rozstrzygną, czy mieszkańcy uzdrowiska dostaną narzędzia do współdecydowania o swojej małej ojczyźnie.
Zasiadałem w Radzie Dzielnicy Uzdrowiskowej Cieplice Śląskie-Zdrój III kadencji, która zakończyła się w 2023 roku — odszedłem przed jej końcem, podobnie jak wiele innych osób. Znam tę radę od środka i właśnie dlatego wiem, czego jej brakuje. Rada bez budżetu i bez kompetencji zniechęca ludzi, którzy chcą coś realnie zrobić. Nowy statut ma to zmienić.